A Walk in the Mountains: Exploring the Peak District

I knew I had to leave for a while. Cut myself off what’s superfluous and find what’s important. Last 3 weeks, however, were extremely intense. I worked and trained 6-7 days a week and had to spend at least 2 hours a day only for a workout, so often returning home after such a long day, I lay down on the bed and fell asleep faster than most of the kids. However, I recently got a free day, and the day before I finished work at 12.00, so I decided spontaneously that I want to spend this time in the mountains. At home.

I packed up faster than ever, jumped on the bus, and set out to the Peak District National Park. Place that always surprised me, although I know some of its corners like the back of my hand. Every day, the landscape that I saw countless times is completely different. Its is constantly living, growing, transforming.

I walked ahead, absorbing all the sounds and every trembling of the plant swaying in the wind. Soaking up the world. This most beautiful, unpolluted by man and civilization. My world. All bad thoughts disappeared. Deprived of burden, I stood in the face of Nature, filled only with peace and true, all-encompassing happiness. I missed it so much. The sound of my trekking shoes touching the surface of the earth, the noise of the rivers and the huge, open space. Feeling that I am alone, that everything depends on me. In the city I can quarrel with myself. Sometimes I do not hear my thoughts, my inner voices seem to shout over themselves. I can not focus and sometimes I misinterpret something, I do not quite know what I feel. In the mountains and in the bosom of nature, everything is always clear. This is where I find myself.

Wiedziałam, że muszę na chwilę wyjechać. Odciąć się od tego co zbędne i odnaleźć to, co ważne. Ostatnie 3 tygodnie były jednak niesamowicie intensywne. Pracowałam oraz trenowałam 6-7 dni w tygodniu. Na treningi musiałam poświęcać co najmniej 2h dziennie, więc nierzadko wracając po takim długim dniu do domu, padałam na łóżko i zasypiałam szybciej niż niejedno dziecko. Niedawno jednak trafił mi się dzień wolnego, a dzień wcześniej kończyłam pracę o 12.00, więc spontanicznie podjęłam decyzję o tym, iż chcę ten czas spędzić w górach. W domu. 

Spakowałam się szybciej niż kiedykolwiek, wsiadłam w autobus i ruszyłam w objęcia Parku Narodowego Peak District. Miejsca, które zawsze mnie zaskakuje, mimo iż niektóre jego zakamarki znam jak własną kieszeń. Każdego dnia krajobraz, który widziałam niezliczoną ilość razy, jest zupełnie inny. Bezustannie żyje, rośnie, przeobraża się. 

Szłam przed siebie, chłonąc wszystkie dźwięki i każde drżenie rośliny kołyszącej się na wietrze. Chłonąc świat. Ten najpiękniejszy, nieskażony człowiekiem i cywilizacją. Mój świat. Wszystkie złe myśli zniknęły. Pozbawiona ciężaru, stanęłam w obliczu Natury, przepełniona jedynie spokojem i prawdziwym, wszechogarniającym mnie szczęściem. Tak bardzo mi tego brakowało. Odgłosu mych butów trekkingowych dotykających powierzchni Ziemi, szumu rzek i olbrzymiej, otwartej przestrzeni. Poczucia, że jestem sama, że wszystko zależy ode mnie. W mieście potrafię się ze sobą pokłócić. Czasem nie słyszę swoich myśli, wewnętrzne głosy zdają się siebie przekrzykiwać. Nie potrafię się skupić i zdarza się, że coś źle interpretuję, że nie do końca wiem, co czuję. W górach i na łonie natury zawsze wszystko jest przejrzyste. Odnajduję siebie. 

IMG_0016
I love to wander alone. Facing the power of nature on my own. Fight with fear, find my way among the fog, seek refuge from the wind between columns of granite; thirsty listen to the sound of the stream and wash my tired body with bloodcurdling water. Finally, fall asleep to the sound of the wind and rain drooping on the wall of my tent. Breathe. Live.

It was a beautiful night. I was awakened by the sound of the wind striking the tent. I looked outside and despite the cloudiness, I saw several stars illuminating the darkness of the night. There was no one else on this hillside. All its majesty was left only for me. Isn’t it called happiness?

The next day came the fog. The visibility has dropped to almost zero within few minutes. I was off the trail and guided by my instincts, compass and memory, I had to return to it; to believe that not being able to see something, doesn’t mean that it doesn’t exists.
It was raining. Stones and grass were slippery, and land became muddy. I had to reasonably put every step while traversing the hillside. I would lie saying that I didn’t feel fear, but I couldn’t let it control me. This is one of the worst things you can do in the mountains – panic and stop thinking sensibly. Such a reaction can only worsen the situation. Going with someone, we often give him lead. During the lonely walk, we depend on ourselves and its up to us whether we can get out of the oppression. This is an extremely responsible and often frightening task, but at the same time, building strength and character of man. When we manage to do it, we grow in our sense of independence and self-confidence. We know we can always handle everything. This time was same. I remembered when I entered a very thick mist in the middle of the Icelandic mountains, or when I went alone to the Tatras in the winter time and for almost a whole day, I was walking in a deep snow without seeing the end of my hand. So I put down the tent, put on my backpack and moved forward.

Uwielbiam wędrować samotnie. Być zdaną tylko na siebie w obliczu potęgi natury. Walczyć ze strachem, odnajdować drogę wśród mgieł, szukać schronienia przed wiatrem między kolumnami z granitu; spragniona wsłuchiwać się w dźwięk strumienia i obmywać zmęczone ciało mrożącą krew w żyłach wodą. W końcu zasypiać kołysana do snu szumem wiatru i kroplami deszczu uderzającego o ściany namiotu. Oddychać. Żyć. 

To była piękna noc. Ze snu zbudził mnie odgłos wiatru targającego namiotem. Wyjrzałam na zewnątrz i mimo zachmurzenia, dostrzegłam kilka gwiazd rozświetlających ciemność nocy. Poza mną nie było na zboczu tej góry nikogo. Cały jej majestat miałam tylko dla siebie. Czyż to nie jest szczęście?

Nazajutrz nadeszły mgły. Widoczność w przeciągu kilkunastu minut spadła niemalże do zera. Znajdowałam się poza szlakiem i kierując się swoim instynktem, kompasem oraz pamięcią, musiałam na niego powrócić. Uwierzyć, że to, iż nie jestem w stanie czegoś dostrzec, nie oznacza, że tego nie ma.
Padał deszcz. Kamienie i trawa stały się śliskie, a ziemia błotnista. Musiałam rozsądnie stawiać każdy krok trawersując zbocze góry. Skłamałabym mówiąc, iż nie czułam strachu, lecz nie pozwoliłam mu nad sobą zapanować. To jedna z najgorszych rzeczy, które można zrobić w górach – wpaść w panikę i przestać myśleć rozsądnie. Taka reakcja może jedynie wszystko pogorszyć, dlatego musimy zrobić wszystko, aby nie ulec emocjom. Idąc z kimś, często dajemy mu się prowadzić. W wypadku samotnego marszu, jesteśmy zdani tylko na siebie i od nas zależy, czy uda nam się wyjść z opresji. To niezwykle odpowiedzialne i często przerażające zadanie, lecz zarazem niezwykle budujące siłę i charakter człowieka. Bowiem gdy dajemy sobie radę, wzrasta w nas poczucie niezależności i pewności siebie. Wiemy, że zawsze sobie poradzimy. Tak było także tym razem. Przypomniałam sobie, gdy weszłam w bardzo gęstą mgłę w środku Islandzkich gór, albo gdy samotnie pojechałam w Tatry zimą i przez niemalże cały dzień brnęłam w głębokim śniegu, nie widząc końca swojej dłoni. Zwinęłam więc namiot, zarzuciłam plecak na plecy i ruszyłam przed siebie. 


IMG_0075

Finding a trail in dense fog is a feeling comparable to finding a way of life. Although you are not yet standing on it, you know that it’s somewhere. And when you finally get to it, you don’t even need to look at the map to see if it’s this one. You just feel that you are in the right place. It is a tremendous happiness to follow it, even though you never know what’s behind another curve, river or mountain. Even when you choose the more frequented one. I decided to choose the dirty and unexplored. The one I will have to pave more than once. From time to time, I see traces left by the first explorers. Somewhere in the distance, I recognize the mighty sails of Santa Maria, and above them the majestic Chimborazo’s wall, upon which Humboldt and Bonpland continue to climb, to later on amaze the whole world with their discoveries. In a snowstorm, I see the struggling companions of the Amundsen’s expedition, a little further down, the Endurance wreck, which never again returned to the shores of England with all its glory. These human beings show me the way, inspire with their character, perseverance, courage and curiosity of the world. As long as I see them in front of me, I know I’m heading in the right direction. I do not know if I will ever get to that far, but at least I want to know I tried.

Odnalezienie szlaku w gęstej mgle jest uczuciem porównywalnym z odnalezieniem życiowej drogi. Choć jeszcze na niej nie stoisz, to wiesz, że gdzieś jest. A gdy w końcu do niej docierasz, nie musisz nawet patrzeć na mapę, aby sprawdzić czy to właśnie ona. Po prostu czujesz, że jesteś w odpowiednim miejscu. Olbrzymim szczęściem jest nią podążać, mimo iż nigdy nie wiesz, co znajduje się za kolejnym zakrętem, rzeką, górą. Nawet gdy wybierasz te częściej uczęszczane. Ja postanowiłam wybrać tę brudną, nieprzetartą. Tę, którą niejednokrotnie będę musiała dalej poprowadzić sama. Co jakiś czas widzę na niej ślady pozostawione przez pierwszych zdobywców. Gdzieś w oddali majaczą potężne żagle Santa Marii, a ponad nimi wznosi się majestatyczna ściana Chimborazo, po której Humboldt i Bonpland pną się wytrwale, aby chwilę później zachwycić świat swoimi odkryciami. W śnieżnej zawiei dostrzegam walczący z potężnym żywiołem skład wyprawy Amundsena, a nieco dalej wrak Endurance, któremu nie było już nigdy dane powrócić w chwale do wybrzeży Anglii. Te postaci wskazują mi drogę, inspirują charakterem, wytrwałością, odwagą i ciekawością świata. Póki widzę je przed sobą, wiem, że zmierzam w dobrym kierunku. Nie wiem, czy kiedykolwiek dotrę tak daleko, ale chcę chociaż wiedzieć, że próbowałam. 

IMG_0066

 

IMG_9968

I found the way. This time, unfortunately, leading into the valleys, back to civilization. But only for a while. Our dreams require sacrifice, and one of them is in my case spending more than one day in a big city. However, I know that I will soon be surrounded by the enormous beauty of nature and will remain there for a much longer period of time.

Leaving the bus on the busy Manchester street, I felt as if all the evil of this world hit me. As if I was torn from my natural environment and put off where I shouldn’t be. Sad thoughts again began to knock on the door of my mind, and the inner voice became almost inaudible. However, I decided not to give up and draw from this period what is most beautiful. Because we often see the splendor of the moment only when it becomes a memory.

Odnalazłam drogę. Tym razem wiodła niestety w doliny, w objęcia cywilizacji. Ale już niedługo. Nasze marzenia wymagają poświęceń, a jednym z nich jest w moim przypadku spędzenie w wielkim mieście okresu dłuższego niż jeden dzień. Jednak żyję nadzieją na to, że już niedługo znajdę się w otoczeniu olbrzymiego piękna natury i pozostanę tam na znacznie dłuższy okres czasu. 

Wychodząc z autobusu na ruchliwą ulicę Manchesteru, poczułam się tak, jakby całe zło tego świata we mnie uderzyło. Jakbym została wyrwana ze swojego naturalnego środowiska i trafiła tam, gdzie nie powinno mnie być. Smutne myśli znowu zaczęły pukać do drzwi mojego umysłu, a wewnętrzny głos stał się niemalże niedosłyszalny. Postanowiłam się jednak nie poddawać i czerpać z tego okresu to, co najpiękniejsze. Bowiem tak często dostrzegamy wspaniałość chwili dopiero wtedy, gdy stanie się wspomnieniem. 

Advertisements

One thought on “A Walk in the Mountains: Exploring the Peak District

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s