How Getting Sick May Make Your Travel Better: Exploring Tirana with Crazy Locals

We were cycling from the coast of Albania, to the city lying at the foot of the Prokletije, called Shkoder. We had 100km ahead of us and lots of pretzels that we received from lovely man in the bakery. The bakeries were, in fact, our happy places, as were gas stations, which we never went out without gifts. The first kilometers were very pleasant, and later it was only worse. This time it wasn’t a matter of terrain, but of my rebellious body. After 2 months of travelling, for the first time I felt something was wrong. I was moving forward, but it was hard for me to say whether I was driving this bike more forcefully or willingly. We arrived to the crossing where one of the roads led to the capital and the other to Shkoder. We were only 20km away from Tirana, and I already felt that I would not go far that day. So we decided to change the plans, which turned out to be one of the best decisions. We landed in a flat of Gison, who helped us discover the charm of this famous city as well as the surrounding area.

Kierowałyśmy się z wybrzeża Albanii w głąb lądu, do miasta leżącego u podnóży Gór Przeklętych, zwanego Shkoder. Miałyśmy przed sobą 100km i zapas precelków, którymi obdarował nas przemiły pan z piekarni. Piekarnie to były zresztą nasze szczęśliwe miejsca, podobnie jak stacje benzynowe, z których nigdy nie wychodziłyśmy bez podarunków. Pierwsze kilometry były bardzo przyjemne, a później było już tylko gorzej. Tym razem nie była to jednak kwestia ukształtowania terenu, lecz mojego buntującego się organizmu. Po 2 miesiącach podróży, po raz pierwszy poczułam że coś jest nie tak. Jechałam naprzód, ale ciężko mi było stwierdzić, czy napędzałam ten rower bardziej siłą mięśni czy woli. Zbliżałyśmy się do skrzyżowania na którym jedna z dróg prowadziła do stolicy, a druga do Shkoder. Od Tirany dzieliło nas zaledwie 20km, a ja już wtedy czułam, że daleko tego dnia raczej nie pojadę. Postanowiłyśmy więc zmienić plany, co okazało się być jedną z najlepszych decyzji. Trafiłyśmy bowiem do domu niezwykle sympatycznego Gisona, który pomógł nam odkryć urok tego głośnego miasta, jak i okolic. 

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with a4 preset

Gison was a very colorful and funny character, filled with sarcasm and a positive attitude. Together we were crossing the streets of Tirana crowded in a small bus, climbing up to the top of a pyramid worth $700 million, which was built in honor of Enver Hoxha and looking into the bunkers of which construction Albania is simply the best. There are more than 750,000 of them in this country! Moreover, using the kitchen scissors we cut my hair, which to this day many of my friends can not accept, saying that now I look like Chopin. But I personally think it is not so bad. Or maybe it is.
Gison knew perfectly well how to escape death on the mad Albanian streets, where no rules except one are valid, and it is – first and the strongest, are the winners. Strange that the Albanians haven’t evolved with an extra pair of eyes. Every time I crossed the street, I felt like I was trying to commit suicide. On the other hand, while traveling to Kruje, where we went for a one-day trip, I felt like someone wanted to kill me. I always laughed that when going to the Tatras, I was most afraid to ride a bus to Palenica. However, after my experiences in Albania, the trip from Zakopane seems to be a pleasure. But I may say, that it was worth the trouble, because this place has its value. It was Kruje where Gjergj Kastrioti Skanderbeg was born, whom the Albanians see as a liberator from the Turkish occupation and national hero similar to our Jan III Sobieski or Józef Piłsudzki. In spite of all, there are places in Albania that have enchanted me a little more, and there are undoubtedly many who have brought us more happiness. It is on the rocks surrounding the rebuilt castle, Nikol once again ruined her phone, dropping it screen down and losing contact with the world for some time. The first phone was ruined at the beginning of the expedition, when the battery nearly blown into the air. I still can’t get over how unlucky she is in this matter. Although, I also have one strange story from Belgrade, but will maybe share it another time…

Gison to bardzo barwna i zabawna postać, przepełniona sarkazmem i pozytywnym podejściem do życia. Przemierzaliśmy razem ulice Tirany stłoczeni w ciasnym autobusie,   wspinaliśmy się na piramidę zbudowaną za 700 milionów dolarów na cześć Envera Hodży i zaglądaliśmy do bunkrów, w których budowie Albania jest rekordzistą. Jest ich w tym państwie aż 750 tysięcy! Ponadto wspólnie za pomocą nożyczek kuchennych obcięliśmy moje włosy, czego do dziś wielu moich znajomych nie może przeżyć, mówiąc, że upodobniłam się do Chopina. Ja jednak sądzę, że aż tak źle nie jest. Chyba.
Gison doskonale wiedział, jak umknąć śmierci na szalonych albańskich ulicach, gdzie żadne zasady oprócz jednej nie obowiązują, a jest nią – kto pierwszy i większy, ten lepszy. Dziwne, że Albańczycy nie ewoluowali o dodatkową parę oczu. Za każdym razem przechodząc przez ulicę, czułam się jakbym próbowała popełnić samobójstwo. Natomiast podczas jazdy busem do Kruji, gdzie wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę, czułam się tak, jakby ktoś chciał zabić mnie. Zawsze śmiałam się, że jadąc w Tatry, najbardziej boję się jazdy busem na Palenicę. Jednak przy tym, czego doświadczyłam w Albanii, podróż z Zakopanego zdaje się być przyjemnością. No, ale rzecz można, że warto było tak się narazić, gdyż miejsce to ma swoją wartość. To bowiem w Kruji urodził się Gjergj Kastrioti Skanderbeg, którego Albańczycy postrzegają jako wyzwoliciela spod okupacji tureckiej i bohatera narodowego na miarę Jana III Sobieskiego czy Józefa Piłsudzkiego. Mimo wszystko, są w Albanii miejsca, które zachwyciły mnie nieco bardziej, a bez wątpienia jest wiele takich, które przyniosły nam więcej szczęścia. To bowiem na skałach okalających odbudowany zamek, Nikol po raz kolejny zepsuła swój telefon, upuszczając go ekranem w dół i tracąc na pewien czas kontakt ze światem. Pierwszy telefon straciła bowiem na początku wyprawy, gdy niemalże wysadziło baterię w powietrze. Wciąż nie mogę się nadziwić, jak mało miała szczęścia, a raczej jak wielkiego pecha w tej kwestii. Choć ja także mam jedną przedziwną historię z Belgradu, ale o tym kiedy indziej…

Processed with VSCO with hb2 preset

Processed with VSCO with q1 preset

Despite initial weakness, I quickly got better. I had in my panniers magic tincture made by my friend David, who specializes in alternative medicine and try to get what’s best of the nature. I never really trusted medicines and felt that sooner or later the effects of their treatment will hit me. I try to be always very close to the nature in my actions, as it always works for me. So this time it also didn’t disappoint me.

I was ready to go.

Mimo pierwotnego osłabienia, szybko doszłam do siebie. Miałam bowiem w sakwie magiczne nalewki zrobione przez mojego kolegę Dawida, który specjalizuje się w medycynie alternatywnej i czerpaniu tego co najlepsze z natury. Nigdy do końca nie ufałam lekom i czułam, że prędzej czy później skutki ich stosowania się na mnie odbiją. Staram się we wszystkim co robię zbliżać jak najbardziej do natury, gdyż ona zawsze stawia mnie na nogi. I tym razem mnie nie zawiodła. 

Byłam gotowa do drogi. 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s