Few Days in the Paradise: Exploring Montenegro and Bosnia on a bike

The waking world knocked on the door of the tent. Whispered that it was time to get up. Still asleep, I unzipped a zipper and felt cold mountain air touching my face. I was about 700 meters above sea level, at Lake Piva, next to the Durmitor, so one of the highest ranges of the Dynars. The range that stole my heart forever.

Together with Nikol, we took down the tent, attached our panniers on bicycles, and a while later we were ready for hitting the road. Although this readiness was quite apparent, as for such beauty a man can never be fully prepared. For a few days, one of the deepest canyons in the world has become our home, bestowing us with generous treasures. We shared this space with nearly two thousand kinds of flora and a hundred and thirty kinds of birds. Serpentine roads were following the turquoise water, many times leading through long and dark tunnels. In the most of them, we couldn’t see the end, they weren’t lit, and the road sometimes left much to be desired. But what an adventure it was! I couldn’t stop smiling, even when joy was mixed with fear. Every experience, every emotion was extremely intense.

Budzący się świat zapukał do drzwi namiotu. Szeptał, że pora wstawać. Sennymi ruchami odpięłam zamek i poczułam na twarzy powiew chłodnego, górskiego powietrza.  Znajdowałam się bowiem blisko 700m nad poziomem morza, nad jeziorem Piva, u stóp Durmitoru, czyli jednego z najwyższych pasm Gór Dynarskich. Pasma, które skradło me serce na zawsze. 

Wraz z Nikol zwinęłyśmy namiot, założyłyśmy sakwy na rowery i chwilę później byłyśmy już gotowe do drogi. Choć ta gotowość była dość pozorna, gdyż na takie piękno nie można być nigdy w pełni przygotowanym. Przez kilka dni jeden z najgłębszych kanionów świata stał się naszym domem, obdarowując nas hojnie swoimi skarbami. Ten dom dzieliłyśmy bowiem z blisko dwoma tysiącami rodzajów roślin i stu trzydziestoma gatunkami ptaków. Drogi wiły się serpentynami nad turkusową wodą, wielokrotnie prowadząc przez długie i ciemne tunele. W większości z nich nie było widać końca, nie posiadały także żadnego oświetlenia, a drogi czasem pozostawiały wiele do życzenia. Jednak cóż to była za przygoda! Z ust nie schodził mi uśmiech, nawet gdy radość mieszała się ze strachem. Każde doznanie, każda emocja były niezwykle intensywne. 

Processed with VSCO with 4 preset

Processed with VSCO with a6 preset

I remember the moment when I first saw the snowy peaks of Durmitor. It was the morning of March 25, this year. The rays of the early Sun shone brightly on some walls, hiding the rest in the shade. This light play emphasized their majesty and added dramatic scenery. I promised myself I would be back there, but this time with climbing gear. I would like to look at the world from the perspective of these peaks. It must be really delightful.

Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy dostrzegłam ośnieżone szczyty Durmitoru. To był poranek 25 marca bieżącego roku. Promienie wczesnego Słońca rzuciły blask na niektóre ściany, resztę skrywając w cieniu. Ta gra świetlna podkreśliła ich majestat i dodała scenerii dramatyzmu. Obiecałam sobie, że tam wrócę, lecz tym razem ze sprzętem wspinaczkowym. Chciałabym spojrzeć na świat z perspektywy tych wierzchołków. Musi być doprawdy zachwycający. 

Processed with VSCO with a6 preset

Processed with VSCO with kk1 preset

Processed with VSCO with 4 preset

Following the canyon, we reached the gates of Bosnia and Herzegovina. It was difficult to say goodbye to Montenegro, which I was most impressed with during this trip, but Bosnia turned out to be not less beautiful and even more mountainous. When crossing the border, we were invited by the Bosnian guards for a coffee and we gladly took advantage of the offer. That’s when I was drinking the best coffee in my life, which is probably not a feat, since I do not drink coffee almost at all. Only during the trip I did make an exception, because it can connect people and sometimes it’s simply rude to refuse. Ah, how many stories were written by using the coffee invitation…But it’s definitely a topic for a separate post!

Border guard booths are fun places, at least in the Balkans. We already saw guards preparing fishing rods, playing solitaire or talking to colleagues, forgetting about us. The interior of this booth looks even more comical. Posters with naked ladies, cakes, cookies and transparent tea cups, just like at grandma’s house. Although there were also crossings like this on the Hungarian-Serb border, where there was no place for laughter. Hungarian Prime Minister Viktor Orban built a great wall there, which didn’t look very friendly. In addition, there were soldiers with guns everywhere, and they looked at everyone who was stopping somewhere for a longer time. Beside that, all the border crossings I remember with a smile, sometimes even a sentiment.

 

Podążając za kanionem, dotarłyśmy do bram Bośni i Hercegowiny. Ciężko było rozstawać się z Czarnogórą, która zachwyciła mnie chyba najbardziej podczas tej wyprawy, lecz Bośnia okazała się być równie piękną i jeszcze bardziej górzystą. Podczas przekraczania granicy, zostałyśmy zaproszone przez bośniackich strażników na kawę i chętnie skorzystałyśmy z propozycji. Właśnie wtedy wypiłam najlepszą kawę w moim życiu, co pewnie nie jest żadnym  wyczynem, gdyż kawy w zasadzie nie pijam. Tylko podczas podróży zrobiłam wyjątek, gdyż potrafi ona łączyć ludzi i czasem zwyczajnie niegrzecznie jest odmówić. Ach, ileż historii zostało napisanych przez skorzystanie z zaproszenia na kawę…Ale to zdecydowanie temat na osobny post! 

Budki strażnicze to w ogóle zabawne miejsca, chociaż na Bałkanach. Widziałyśmy już strażników przygotowujących wędki na ryby, grających w pasjansa czy zagadujących się z kolegami, zapominając o nas. Wnętrze takiej budki wygląda jeszcze bardziej komicznie. Plakaty z roznegliżowanymi paniami, przysmaki w postaci ciast i ciasteczek i przezroczyste kubki na herbatę, zupełnie jak u babci. Choć zdarzały się też takie przejścia jak te na granicy Węgiersko-Serbskiej, gdzie zupełnie nie było do śmiechu. Premier Węgier Viktor Orban postawił tam bowiem wielki mur, który nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Ponadto wszędzie chodzili żołnierze z bronią i niezbyt życzliwym okiem patrzyli na każdego, kto przystaje gdzieś na dłużej. Poza tym, raczej wszystkie przejścia graniczne wspominam z uśmiechem, a czasem nawet sentymentem. 

Processed with VSCO with a5 preset

Processed with VSCO with a5 preset

Processed with VSCO with q1 preset

The temperature reached 32 degrees. Nikol was extremely happy, and I kept coming back to winter days with longing. Then I could just put another layer of clothes, and at that time taking off another one would be a bit indecent. But we were bravely keep going on, and now I remember only good moments. Ah, how wonderful was it there…I would give away all the luxuries that I have, so I can once again push my beloved, heavy bike through this gravel mountain road. The body was exhausted, but the heart was resting.

For such moments it was worth to survive all the hardships of the expedition.

Temperatura sięgała 32 stopni. Nikol się cieszyła, a ja z utęsknieniem wracałam pamięcią do zimowych dni. Wtedy mogłam chociaż założyć kolejną warstwę ubrań, a w tym momencie ściągnąć kolejną byłoby co najmniej nieprzyzwoicie. Jechałyśmy jednak dzielnie i teraz jedyne co pamiętam, to te dobre chwile. Ach, jak tam było cudownie…Oddałabym wszystkie luksusy, które teraz posiadam, aby móc raz jeszcze popchnąć mój ukochany, ciężki rower przez szutrowe, górskie drogi. Ciało było strapione, ale serce odpoczywało.

Dla takich chwil warto było znosić wszelkie trudy wyprawy.

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s