Winter Crossing of the Balkans: Finding Happiness on the Road and Reaching First 200km!

200km of cold, snow and ice behind us! After a long day of cycling my eyelids were slowly overshadowing the world to me, but my heart was beating faster at the thought of landscapes of Moravia, which for the last few days became our home.

200km mrozu, śniegu i lodu za nami! Po długim dniu pedałowania powieki powoli zasłaniały mi świat, lecz serce biło mocniej na myśl o pejzażach Moraw, które przez ostatnie dni stały się naszym domem. 



Life on the road becomes a routine, which, paradoxically, is not boring and predictable. We get up with the Sun, put panniers on the bikes and move ahead into completely new areas. An hour before dusk we begin to look for a place to stay. Food, water, route planning, note in the journal, sleep. Life suddenly becomes extremely simple.

Życie w drodze układa się w pewien schemat, który paradoksalnie nie jest nudny i przewidywalny. Wstajemy wraz ze Słońcem, zakładamy sakwy na rowery i ruszamy przed siebie w zupełnie nowe przestrzenie. Godzinę przed zmierzchem zaczynamy szukać miejsca na nocleg. Jedzenie, uzupełnianie płynów, planowanie trasy, notatka w dzienniku, sen. Życie nagle staje się niezwykle proste. 



I do not have a desire to buy more things, on the contrary, some of them I would love to send back home. The journey taught me not to look for a luck in the material things, but derive it from what I experience.

This morning, I saw a stunning heron sitting on the frozen river, which majestically stood up for the flight. Moments later I admired beautiful hills bathed in the glow of the January Sun. So much beauty were within reach. Is this not happiness?

Nie mam w sobie pragnienia posiadania większej ilości rzeczy, a wręcz przeciwnie, bardzo chętnie kilka z nich odesłałabym do domu. Podróż nauczyła mnie nie uzależniać szczęścia od tego co posiadam, lecz czerpać je z tego, co przeżywam. 
Dziś rano ujrzałam na zamarzniętej rzece zachwycającą czaplę, która na mych oczach majestatycznie zerwała się do lotu. Chwilę później podziwiałam skąpane w blasku styczniowego Słońca  wzgórza pokryte dywanami drzew. Tyle piękna znajdowało się na wyciągnięcie mojej ręki. Czyż to nie jest szczęście?  


Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s