Winter Crossing of the Balkans: Till the next climb

Today is the third day on the road, but I feel as if it has passed at least a week since we started our trip. When you travel, time is stretching, because each second is filled with something new. Wherever road you turn into, everything is unknown. Each person is a new story. 
Dziś trzeci dzień w drodze, a ja czuję się tak, jakby minął co najmniej tydzień. Czas w podróży niesamowicie się rozciąga, gdyż wypełniasz czymś nowym każdą jego sekundę. Gdziekolwiek nie skręcisz, wszystko jest nieznanym. Każdy napotkany człowiek jest zupełnie nową chodzącą historią. 


This trip makes me incredibly happy, although for this kind of luck you have to work hard. There are many moments of doubt, weakness and fatigue. When you look at the endless climbs, all you want to do is to scream, and only one question appears in your mind – what am I doing here?! Later, however, it comes a moment of respite, when the road becomes flat or slowly goes down. The pace calms down, a smile appears on your face, and the sky becomes brighter. Until the next climb. But so far we climbed each of them. Isn’t it a success and a reason to be proud of?
Niesamowicie cieszę się tą wyprawą, choć na ten rodzaj szczęścia trzeba ciężko zapracować. Jest wiele momentów zwątpienia, słabości i zmęczenia. Na widok niekończących się podjazdów ma się ochotę krzyczeć, a w głowie pojawia się pytanie – co ja tu właściwie robię?! Później przychodzi jednak chwila wytchnienia, gdy droga staje się płaska bądź powoli wędruje w dół. Tempo się uspokaja, uśmiech pojawia na twarzy, a niebo staje się jakby jaśniejsze. Aż do następnego podjazdu. Ale dotychczas pokonałyśmy każdy z nich. Czyż to nie jest sukces i powód do dumy? 


I learn to enjoy every little success. Celebrating the day regardless of the number of kilometers on the odometer. I’m trying to accept my weakness and maintain a healthy distance from myself. On the first day during long climbs, my head was filled with negative thoughts. Today, I only heard – go Aleksandra, you can do it! And I did it, although injured my right ankle, had some problems with my chain and speeds didn’t want to work properly because of low temperature. I’ve always wanted to get rid of any weakness, to become indestructible. Now I know that this is impossible and there is nothing wrong with that. It’s okay to fall from exhaustion after a whole day of pedaling and hugging each radiator you see. I have to become my own companion, not an enemy in order to become the best version of myself. 
Uczę się cieszyć każdym małym sukcesem. Celebrować dzień bez względu na ilość kilometrów na liczniku. Staram się nabierać dystansu do siebie i akceptować wszelkie słabości. Pierwszego dnia podczas długich podjazdów moja głowa była przepełniona negatywnymi myślami. Dzisiaj słyszałam tylko – dalej Ola, dasz radę! No i dałam, mimo iż nieco skontuzjowałam prawą kostkę i dwa razy spadł mi łańcuch, a biegi nie chciały się przerzucać przez niskie temperatury. Od zawsze pragnęłam wyzbyć się wszelkich słabości, stać się niezniszczalną. Teraz wiem, że jest to niemożliwe i nie ma w tym nic złego. W porządku jest padać ze zmęczenia po całym dniu pedałowania i przytulać do każdego napotkanego kaloryfera. Póki nie pogodzę się z samą sobą, nie będę w stanie nad sobą pracować. Muszę stać się swoim własnym kompanem, a nie wrogiem. 


Advertisements

One thought on “Winter Crossing of the Balkans: Till the next climb

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s