The Craziest Decision I’ve Ever Made (I’m sorry Mom)

I dream that I am on the road. Every night I explore new space and sink in it, become one. I see the herds of noble horses, galloping proudly through the distant steppes and me riding on one of them, hearing only the sound of the hooves hitting the warm ground. He hears my thoughts and knows where to go. Then I wake up, look at the map hanging over my bed, and feel that even though the body is still here, my soul is far, far away from that place.

Śni mi się, że jestem w drodze. Każdej nocy poznaję nową przestrzeń i zatapiam się w niej, staję się nią. Widzę stada szlachetnych koni, pędzących dumnie przez odległe stepy i jadę na jednym z nich, słysząc jedynie stukot jego kopyt uderzających o rozgrzaną słońcem glebę. On słyszy moje myśli i wie, gdzie mnie prowadzić. Potem się budzę, spoglądam na mapę zawieszoną nad łóżkiem i czuję, że choć ciałem jestem jeszcze tutaj, to moja dusza jest już daleko, daleko stąd.

eda99f9a-0cc9-4c5f-92e0-3fef5169c67e

I don’t know exactly when the idea of crossing the two Americas was born. I think that it arose in me during all my life, until finally developed enough to weave in my every thought and wipe the sleep out of my eyes. I can’t get away from it. Or rather, I don’twant?

Nie wiem, kiedy dokładnie narodził się we mnie pomysł na przebycie dwóch Ameryk. Myślę, że powstawał we mnie przez całe życie, aż w końcu dojrzał na tyle, aby wplatać się w każdą moją myśl i ścierać sen z powiek. Nie potrafię się od niego uwolnić. A może raczej nie chcę?

I spent months on choosing the type of travel. My huge dream for a long time was to buy a van that would become my home on wheels and allow me to transport heavy climbing, photographic and film equipment. After all, what more can ask for a man whose legs always carry forward, than a small space, with a constantly changing horizon? Unfortunately, after the counting of the cost of purchase, renovate and repair of such a vehicle, it turned out that I would have to work at least two times longer than I planned in order to be able to afford such a pleasure. Not to mention the fact that I still have to make car license and gain some experience in matters relating to the car mechanics. Of course, I’m not giving up that dream and I’m convinced that in the future I will have a beautiful and cozy van, slightly dirty from mud after traversing the remote corners of the world, but not yet. You can’t achieve everything right away.

What, then, could replace the van? How could I bring a little bit more than I could carry on my back and travel such a long distance? While hitchhiking I would mostly depend on others, buses would be too expensive (at least in North America), I would miss too much traveling by plane, and motorcycle-related problems are similar as with the van.

Spędziłam miesiące nad wybieraniem środka podróży. Moim olbrzymim marzeniem od dłuższego czasu był zakup vana, który stałby się moim domem na kółkach i umożliwiłby mi przewóz ciężkiego sprzętu wspinaczkowo-fotograficzno-filmowego. Zresztą czego więcej potrzeba człowiekowi, którego nogi stale niosą naprzód, niż małej przestrzeni, z ciągle zmieniającym się horyzontem? Niestety podliczając koszty kupna, wyremontowania i naprawy takiego pojazdu, okazywało się, że musiałabym pracować co najmniej dwa razy dłużej niż planuję, aby móc w stanie pozwolić sobie na taką przyjemność. Nie wspominając już o tym, że muszę jeszcze zrobić prawo jazdy i nabrać nieco doświadczenia w sprawach związanych z mechaniką samochodową. Oczywiście nie rezygnuję z tego marzenia i jestem przekonana, że w przyszłości będę miała pięknego i przytulnego vana, nieco ubrudzonego błotem po przemierzaniu odległych zakątków świata, jednak jeszcze nie teraz. Nie wszystko można mieć od razu.

Co w takim razie mogłoby zastąpić mi vana? W jaki sposób mogłabym zabrać ze sobą nieco więcej niż mogę udźwignąć na plecach i przebyć tak długi dystans? Autostop za bardzo uzależniłby mnie od innych, busy byłyby zupełnie nieopłacalne (chociaż w Ameryce Północnej), samolot sprawiłby, że zbyt wiele mogłabym ominąć, a z motocyklem wiążą się podobne problemy co z vanem.

IMG_9961

IMG_9963

A few days ago I came across a very interesting radio show about the new book written by Piotr Strzeżysz, describing a series of cycling journeys through the farthest corners of the globe. One of them was the journey from Alaska to Tierra del Fuego, for which he awarded the statuette of Kolos at Nationwide Meeting Of Travelers, Sailors and Mountaineers in in Gdynia (Poland) and that is exactly what I want to accomplish. I remembered then numerous articles of Alastair Humphreys emphasizing the superiority of bicycle travel, wonderful figure of Wojtek Ganczarek, who have been exploring South America on two wheels for more than two years, or even a few of my friends, who together with their partners crossed Africa, New Zealand or Asia in this way. This form of travel teaches humility, simplicity and independence, brings us to the world and people, and teach us to slow down our crazy pace of life. And it is one of the cheapest opportunities to explore the world! After a moment of thinking, everything was clear – I will cross Americas on my bike!

Sure it sounds a little silly, and is hard to believe, but what would stop me? Yes, I don’t have enormous experience in this field. My only bike was stolen a few years ago and since then I rode on Dutch bicycle of my sister, complaining about its slowness. But who said that I had to travel hundreds of kilometers a day? I can go slowly and wait patiently until my body will adapt to that effort. I can ride even 30km a day, if I had no desire for more. Because why not? I do not want to beat the speed record. I want to explore the space that surrounds me. I want to experience the beauty of this world. I want to live.

Kilka dni temu natrafiłam na niezwykle ciekawą audycję radiową, której tematem była nowa książka Piotra Strzeżysza, opisująca szereg wypraw rowerowych przez najdalsze zakątki naszego globu. Jedną z nich był przejazd z Alaski do Ziemi Ognistej, za który został nagrodzony statuetką Kolosa podczas Ogólnopolskich Spotkań Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów w Gdyni i który jest odzwierciedleniem tego, czego ja chcę dokonać. Przypomniałam sobie wtedy liczne artykuły Alastaira Humphreys’a podkreślające wyższość rowerowych podróży, sylwetkę Wojtka Ganczarka (Fizyka w podróży), który już od ponad 2 lat eksploruje Amerykę Południową na dwóch kółkach, czy chociażby kilku moich przyjaciół, którzy wspólnie ze swoimi partnerami przejechali w ten sposób Afrykę, Nową Zelandię czy Azję. Ta forma podróży uczy pokory, prostoty i niezależności, zbliża do świata i ludzi, oraz spowalnia nasze szaleńcze tempo życia. No i jest jedną z najtańszych możliwości zwiedzania świata! Po chwili zastanowienia wszystko było już jasne – przejadę Ameryki rowerem!

Pewnie brzmi to nieco niepoważnie i trudno jest w to uwierzyć, ale co miałoby mnie powstrzymać? Owszem, nie mam olbrzymiego doświadczenia w tej dziedzinie. Mój jedyny rower został skradziony kilka lat temu i od tego czasu jeździłam tylko na składaku siostry, narzekając na jego powolność. Ale kto powiedział, że muszę pokonywać setki kilometrów dziennie? Przecież mogę jechać powoli i cierpliwie czekać aż moje ciało przystosuje się do takiego wysiłku. Mogę pokonywać nawet 30km dziennie, jeśli nie będę miała ochoty na więcej. Bo dlaczego nie? Nie chcę pobić rekordu szybkości. Chcę napawać się przestrzenią, która mnie otacza. Chcę doświadczać piękna tego świata. Chcę żyć.

1453059391_2ee781bb92.jpg
Alastair Humphreys | source: lifecycleuk.org.uk

Currently we have 3 bikes at home. None of them is mine, but one of them belongs to my sister who loves me so much, that allowed me to train on it. Fortunately she got out of her head hipster bikes and invested in something on which you can really ride.

Ahead of me months of intensive work. I need to create a training plan and budget of the expedition, set start date, learn how to repair a bike, buy needed equipment, think about the logistics, learn Spanish and save, save and…save! I’m already in the process of applying for a visa. After my return from Spain I will go to London and get the last formalities. Everything is on the right track and I hope that soon I will also find myself there.

Obecnie mamy w domu 3 rowery. Co prawda żaden z nich nie jest mój, ale jeden należy do mojej siostry, która tak bardzo mnie kocha, że pozwoliła mi na nim ćwiczyć. Na całe szczęście już wybiła sobie z głowy hipsterskie składaki i zainwestowała w coś, na czym można jeździć.

Przede mną miesiące intensywnej pracy. Muszę stworzyć plan treningowy i budżet wyprawy, ustalić datę rozpoczęcia, nauczyć się jak naprawić rower, dokupić potrzebny sprzęt, zastanowić się nieco nad logistyką, nauczyć się hiszpańskiego i oszczędzać, oszczędzać i jeszcze raz oszczędzać. Jestem już w trakcie ubiegania się o wizę. Po moim powrocie z Hiszpanii udam się do Londynu i załatwię ostatnie formalności. Wszystko jest na dobrej drodze i mam nadzieję, że i ja jak najszybciej się na niej znajdę.

Advertisements

One thought on “The Craziest Decision I’ve Ever Made (I’m sorry Mom)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s